Kuba „od kuchni”, czyli nasza podróż z noclegami w domu Kubańczyków!

Kuba „od kuchni”, czyli nasza podróż z noclegami w domu Kubańczyków!

DODANO 29.05.18 PRZEZ T.K

W dniu moich urodzin, podczas wieczoru we dwoje mój chłopak Tomek wręczył mi kopertę i z szelmowskim uśmiechem złożył  życzenia. Gdy otworzyłam kopertę nie wierzyłam własnym oczom! Były tam foldery turystyczne i wykupiona wycieczka na… Kubę!

 

Spełnienie moich marzeń! Tomek dobrze mnie zna i wie, że od lat jestem zafascynowana kulturą krajów latynoamerykańskich, zaś Kuba ze względu na swój specyficzny, uwarunkowany również przez ustrój polityczny, charakter intrygowała mnie najbardziej. Nie mogłam się doczekać wyjazdu, zwłaszcza że okazało się, iż Tomasz pomyślał o wszystkim i wybrał ofertę idealnie pasującą do tego jak chciałabym przeżyć tę podróż. Nie jestem fanką hoteli o wysokim standardzie. Gdy podróżuję, a kocham to robić, to chcę poznawać odwiedzane miejsca od kuchni i interesuje mnie życie zwykłych ludzi, ich kultura i zwyczaje. W związku z tym, mój luby znalazł ofertę w ramach której część noclegów była zarezerwowana nie w hotelach a w domach prywatnych! Byłam przeszczęśliwa!



Na Kubę lecieliśmy z przesiadką i wylądowaliśmy w Hawanie. Gdy tylko wysiadałam z samolotu szeptałam do Tomka, że jeśli to sen, to nie wolno mu mnie budzić, najlepiej przez całe piętnaście dni pobytu. Z lotniska odebrał nas kierowca i pojechaliśmy do naszej kwatery w Starej Hawanie. Wieczór spędziliśmy w przytulnej knajpce, sącząc drinki i słuchając kubańskiej muzyki, która sprawiała, że nogi same rwały się do tańca. Nie mogłam sobie odmówić ani szklaneczki rumu, ani szaleństw na parkiecie. Przez następne dwa dni zwiedzaliśmy to niesamowite miasto. Tomasz żartował, że zachowuję się jak dziecko, które ktoś wpuścił do sklepu ze słodyczami i w sumie niewiele się mylił. Ten klimat, zapachy i rytmy sprawiały, że nie mogłam przestać się uśmiechać. Momentami miałam poczucie, że przenieśliśmy się w czasie. Sklepy przypominały te z opowieści mojego taty wspominającego czasy komunizmu w Polsce, zaś chevrolety na ulicach kojarzyły mi się ze starymi, amerykańskimi filmami.



Z Hawany wyruszyliśmy do Valle de Viñales, przepięknej doliny w górach Sierra de los Organos. Zatrzymaliśmy się w niedużym mieście Viñales. Okolice te słyną z upraw tytoniu i jaskiń, w których w czasie konkwisty tutejsi Indianie kryli się przed hiszpańskimi prześladowaniami. Są to piękne tereny, z bardzo bogatą roślinnością, a wizyta w jednej z jaskiń zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nie tylko ze względu na imponujące dzieło natury, ale również dlatego, że w pewnym momencie Tomasz uklęknął przede mną na jedno kolano i… poprosił żebym została jego żoną! Było to niezwykłe przeżycie, zwłaszcza w tak niesamowitym miejscu. Z emocji prawie zapomniałam, że powinnam odpowiedzieć „tak”, co Tomasz do dzisiaj w żartach mi wypomina.



Następnym przystankiem było dla nas bajeczne Cienfuegos, nie bez uzasadnienia nazywane Paryżem Kuby. Ujęły mnie neoklasyczne budowle, które zaskakująco wkomponowały się w nieco dziki krajobraz karaibskiej przyrody. Wieczór spędziliśmy w uroczej portowej knajpce, gdzie tańczyliśmy w rytm salsy i świętowaliśmy nasze zaręczyny.



Z Cienfuegos ruszyliśmy do Trinidadu, gdzie podziwialiśmy wspaniałe budowle z czasów kolonialnych. Szczególnie zachwyciły mnie imponujące, włoskie freski. Jedynym w swoim rodzaju doświadczeniem był nocleg w prawdziwym, kubańskim domu. Naszymi gospodarzami było starsze małżeństwo: Juanita i Yoanni oraz ich dzieci i wnuki. Cała rodzina okazała nam mnóstwo serdeczności. Od Juanity udało mi się uzyskać przepis na wytrawne tostones al ajillo, które podbiły moje serce, a są to bardzo łatwe do wykonania placki bananowe z dodatkiem siekanego czosnku. Palce lizać!



Varadero było naszym kolejnym przystankiem. Tutaj mogliśmy poleniuchować na biało piaszczystej plaży oraz pluskać się w lazurowym Morzu Karaibskim. Tomek skorzystał z możliwości uprawiania sportów wodnych, ja ograniczyłam się do opalania, kąpieli i kibicowania narzeczonemu.
Po kilku miło spędzonych na plaży dniach przyszedł trudny moment pożegnania. Na lotnisko zawiózł nas prywatny samochód i wróciliśmy do Polski, jednakże Kuba na zawsze pozostanie w naszych sercach i po cichu liczę, iż podróż poślubna będzie wspaniałym pretekstem do kolej wyprawy na tę przepiękną wyspę.

 

http://planetescape.pl/

Komentarze