Turcja odpływa. Kierunek: Wschód

Turcja odpływa. Kierunek: Wschód

Dodano: 16/03/2017, Przez: T.S

Przez blisko dwadzieścia ostatnich lat Turcja była nie tylko ulubionym miejscem wypoczynku Polaków, ale również bardzo istotnym polem działania dla polskich inwestorów. Ostatnio jednak zainteresowanie tym kierunkiem spadło – zarówno wśród turystów, jak i inwestorów.

 

I to właściwie z tego samego powodu. Przyczyną jest przede wszystkim udział Turcji w wojnie w Syrii. Toczy się ona wprawdzie daleko poza ulubionym miejscem wypoczynku Polaków, czyli Riwierą Turecką, ale pociąga za sobą działania terrorystyczne, które powoli rozlewają się na cały kraj. Boją się tego spragnieni wypoczynku w słońcu turyści, ale również osoby, które w ostatnich latach inwestowały pieniądze w dynamicznie się rozwijające tureckie spółki.

 

        Ubiegły rok upłynął na świecie pod znakiem ogromnego wpływu polityki na gospodarkę. Milowymi krokami tego zjawiska było referendum w Wielkiej Brytanii, której mieszkańcy zdecydowali o wyjściu tego kraju z Unii Europejskiej oraz wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych, w wyniku których następcą Obamy został Donald Trump. Wbrew jednak hiobowym przepowiedniom wielu analityków, oba te wydarzenia nie odbiły się negatywnie na inwestorach – przynajmniej tych, którzy umieli utrzymać nerwy na wodzy. Inaczej jest w Turcji. Wydarzenia polityczne w tym kraju miały ogromny, negatywny wpływ na wyniki tureckiej giełdy. Już we wrześniu 2016 roku Moody’s obniżył rating Turcji do poziomu Ba1 z perspektywą stabilną. Zdaniem Moody’s, w Turcji „wzrosło ryzyko nagłego, destruktywnego odwrócenia zagranicznych przepływów kapitałowych, szybszego spadku poziomu rezerw walutowych, a w najgorszym scenariuszu, kryzysu salda bilansu płatniczego”. Rating Turcji według Standard&Poors to BB i oba te ratingi mają już właściwie charakter śmieciowy. Na razie jedynie Fitch utrzymuje rating na poziomie inwestycyjnym dla tureckiego długu, ale rewizja tej oceny ma nastąpić jeszcze w styczniu 2017 roku.

 

Rozprawa z opozycją

 

W połowie lipca 2016 roku w Turcji doszło do próby przewrotu, który nosił charakter wojskowego puczu. Armia turecka, jedna z najpotężniejszych na świecie, wcześniej przez dziesiątki lat odgrywała bardzo istotną rolę na tureckiej scenie politycznej. Nieudany pucz był jedynie katalizatorem, a nawet pretekstem, do rozprawy z Ruchem Fethullaha Gülena, który postrzegany był przez władze jako skrajnie niebezpieczny już w grudniu 2013 roku.

 

        Ruch Fethullaha Gülena był największym i najgroźniejszym oponentem prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana. Już wiele miesięcy wcześniej władze rozpoczęły zakrojoną na szeroką skalę kampanię, której celem było zdyskredytowanie muzułmańskiego duchownego i jego zwolenników. Od dawna wiadomo, że Gülen miał oddanych wyznawców w wielu istotnych instytucjach życia publicznego. Skali jego wpływów w armii nie sposób wprawdzie oszacować, ale wydaje się, że nie była ona mała. Dla Erdoğana nieudany pucz stał się wygodnym pretekstem do czyszczenia szeregów wojska ze zwolenników Ruchu, ale prezydent wykorzystał go także do „przewietrzenia” administracji rządowej, wymiaru sprawiedliwości oraz szkolnictwa.

 

Fethullah Gülen jest 76-letnim muzułmańskim duchownym, który od początku swojej religijnej działalności kładł duży nacisk na kwestie równości społecznej i ekonomii. Szybko, już w latach sześćdziesiątych, Gülen zdobył wielu zwolenników, zwłaszcza w środowiskach akademickich, czym naraził się władzom. Po raz pierwszy trafił do więzienia już w latach siedemdziesiątych z zarzutem „podważania systemu republikańskiego”. W 1980 i 1997 roku poparł wojskowe zamachy stanu, a na początku obecnego stulecia wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Mimo prób namówienia go do powrotu – w 2014 roku zapraszał go do kraju nawet prezydent Erdoğan – muzułmański duchowny wolał pozostać z dala od tureckiej bezpieki. Jak pokazały wydarzenia w ubiegłym roku, strach duchownego był w pełni uzasadniony. „Działania władz przeciw zwolennikom Gülena przybrały rozmiary niemające precedensu w historii nowoczesnego państwa tureckiego. Czystki przybrały formę działań o charakterze masowym i prewencyjnym jednocześnie. Do 5 listopada 2016 roku aresztowano i zwolniono z pracy wiele osób.

 

Media, szkolnictwo, wymiar sprawiedliwości

 

Choć w Ruchu Gülena nie ma formalnego członkostwa, to jego liczebność ocenia się na 3-6 mln osób, z czego w samej Turcji należy do niego podobno 1 mln osób. Znaczna ich część zasiadała, jak przekonują zwolennicy prezydenta Erdoğana, na eksponowanych stanowiskach w armii, wymiarze sprawiedliwości, mediach oraz w szkolnictwie. Dlatego represje objęły między innymi 6 tys. pracowników naukowych i 20 tys. nauczycieli oraz blisko 150 dziennikarzy. W efekcie działań Erdoğana, w Turcji w drugiej połowie 2016 roku zamknięto 186 gazet, stacji telewizyjnych oraz portali internetowych, a także ponad 2 tys. placówek oświatowych.

 

Mimo masowych czystek przeprowadzonych w armii, oświacie, sądownictwie, a także w policji, Erdoğan zdaje sobie sprawę, że jego zwolennicy skupieni w rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) nie są w stanie objąć wszystkich eksponowanych stanowisk w Turcji. Na przeszkodzie stoi szczupłość kadr, zwłaszcza kadr odpowiednio przygotowanych do pełnienia wysokich funkcji państwowych. Dlatego część stanowisk AKP powierza członkom partii centroprawicowej, nacjonalistom, a nawet liberałom. To mądry i z reguły skuteczny sposób na poszerzenie społecznej bazy poparcia dla władz i dokonującej się rewolucji.

 

Zdaniem Mateusza Chudziaka z Ośrodka Studiów Wschodnich, celem władzy jest wymiana elit w społeczeństwie tureckim i ostateczne pozbycie się pozostałości starego kemalistowskiego establishmentu oraz ludzi związanych z Fethullahem Gülenem. „Przyspieszona przebudowa państwa, która następuje wraz z trwającymi od upadku puczu czystkami, obejmuje przede wszystkim newralgiczne z punktu widzenia Erdoğana instytucje. Są to armia, wywiad oraz struktury MSW."  – tłumaczy Mateusz Chudziak.

 

Dalszym i bardziej ambitnym celem władz jest kulturowa transformacja Turcji. Jej kierunek wskazuje zwrot Turcji w kierunku Bliskiego Wschodu i Rosji, a w perspektywie, jak się ocenia, również Chin. Turcja wyraźnie porzuca swoje niedawne zainteresowanie integracją z Unią Europejską.

 

Pytanie, jak to się odbije na tureckiej gospodarce, bo bardzo wiele firm z tego kraju jest ściśle związanych z ekonomią Zachodu. Na razie zagraniczny kapitał z Turcji ucieka, rezerwy walutowe tego kraju zmalały do 92 mld dolarów i są najniższe od czterech lat.

 

 

Piotr Gajdziński

F-Trust

 

 

 

 

Komentarze